ŻYCIOWE

·

„Nie jest ważne – czy ja jestem kochany i akceptowany, lecz czy ja kocham i akceptuję innych”.
Jan Budziaszek „Do nieba idzie się…”

·

UMILOWANI.PL

Myśl o tym, by stworzyć stronę o małżeństwie i naszej działalności poradnianej, przyszła do nas z zewnątrz. Koleżanka, wiedząc o tym, że organizujemy warsztaty, zapytała o adres naszej strony, do której chciała zamieścić link na swoim portalu o rodzinie. Dla Krzyśka, któremu zapału do pracy nie brakuje, był to czytelny znak, że pora zacząć działać. On, urodzony pasjonat z naturą przyrodnika i nieznajomością informatyki, w ciągu kilku tygodni i z pomocą fachowca poznał tajniki tworzenia strony internetowej. Kolejne tygodnie zajęło redagowanie tekstów, tworzenie tabel i wykresów, dobieranie i wklejanie fotografii, edycja, poprawki itp.

Tworzenie strony internetowej przebiegało równolegle z naszymi staraniami o utworzenie Specjalistycznej Poradni Rodzinnej na Stabłowicach we Wrocławiu. Własna poradnia rodzinna wydawała się być marzeniem niemożliwym do spełnienia. A jednak w planach Pana Boga tak właśnie miało się stać! W tym miejscu pragniemy podziękować Dyrektorowi Duszpasterstwa Rodzin Kurii Wrocławskiej, księdzu dr Stanisławowi Paszkowskiemu, za okazane zaufanie i nieocenioną pomoc przy tworzeniu poradni na Stabłowicach, której działalność współfinansowana jest ze środków Gminy Wrocław.

Dziękujemy Magdzie Krajewskiej za bezpośrednią inspirację do powstania strony UMILOWANI.PL oraz jej mężowi Piotrowi, za bezcenną, informatyczną pomoc przy jej tworzeniu. Dziękujemy Magdalenie Szymoniak za podzielenie się z nami swoją psychologiczną wiedzą, z której skorzystaliśmy opracowując zakładki: „Małżeńskie SOS” i „O rozmowie”.

Dziękujemy rodzinom ze wspólnoty Domowego Kościoła, które uczyły nas czym jest małżeństwo i przykładem własnego życia zaszczepiły w nas wiarę, nadzieję i miłość: Eli i Grzegorzowi K., Joli i Jurkowi P., Eli i Jackowi G., Aidzie i Tadeuszowi M. i wielu innym.

BOŻE PLANY

„Zapyta Bóg w swym niebie,
co dałem mu od siebie.
Wierzyłem i kochałem,
i byłem tym, kim chciał bym był.
I żyłem jak, chciał bym żył,
i byłem, kim miałem być.”

Ten fragment piosenki zespołu Raz, Dwa, Trzy pt.: „Trudno nie wierzyć w nic” naszym zdaniem w genialny sposób odpowiada na pytanie: „O co chodzi w życiu i jak znaleźć jego sens?”

Możemy mieć różne plany i pomysły na swoje życie. Możemy wbrew Bogu i wszystkim pójść w swoją stronę. Tylko czy wtedy będziemy szczęśliwi?

Od początku naszego wspólnego życia staramy się szukać woli Pana Boga. Pytamy Go czego od nas oczekuje, jakie ma plany wobec naszej pracy, naszej rodziny. Odpowiedź czasem przychodzi szybciej, czasem później, ale zawsze ją otrzymujemy (w modlitwie, wydarzeniach, słowach i decyzjach innych ludzi).

Mieliśmy w życiu różne plany i próbowaliśmy je realizować „po swojemu”. Ilekroć tak działaliśmy, zawsze kończyło się to katastrofą. Kiedyś straciliśmy sporo pieniędzy inwestując na giełdzie, bo wydawało nam się to świetnym sposobem na poprawę bytu naszej rodziny.

Kiedy słuchamy Pana Boga i postępujemy zgodnie z Jego wolą – wszystko układa się jak należy. Tak było z naszym mieszkaniem, szkoleniem Krzyśka na instruktora modelu Creighton, służbą na rzecz wspólnoty Domowego Kościoła na zachodzie Wrocławia, pojawianiem się kolejnych dzieci, powstaniem Specjalistycznej Poradni Rodzinnej na Stabłowicach i wieloma innymi sprawami.

„Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21).

SPRAWY MATERIALNE

Kiedy poznałam mojego UMILOWANEGO męża zachwyciło mnie w nim ogromne i szczere przywiązanie do Pisma Świętego. Jego osobisty egzemplarz był zniszczony z powodu częstego kartkowania. Jednym z pierwszych fragmentów, jakim się ze mną podzielił, był urywek o tym, byśmy nie martwili się o sprawy doczesne (jedzenie, ubranie, pracę), bo Pan Bóg wie, że tego potrzebujemy (Mt 6, 25-34).

Kiedyś myślałam, że dbanie o byt jest fundamentalnym celem życia. Zawierzenia Panu Bogu uczyłam się od podstaw przez ręce i słowa mojego męża. Nigdy nie zabrakło nam czegokolwiek!!! Nigdy też nie musieliśmy brać kredytu ani zadłużać się u kogokolwiek. W pierwszych latach naszego małżeństwa, gdy pierwsze dziecko było już na świecie, a mąż jeszcze kończył doktorat, zdarzały się trudniejsze chwile. Zawsze jednak gdy kończyła się jedna praca, to natychmiast (zazwyczaj tuż przed jej zakończeniem) pojawiała się kolejna.

Mieszkanie, które stało się naszym azylem, spadło nam dosłownie z nieba! Mając w perspektywie opuszczenie w ciągu kilku miesięcy akademika dla doktorantów dowiedzieliśmy się „przypadkiem” (piszemy w cudzysłowie, bo dla nas nie ma „przypadków”) o systemie TBS. Nie chcąc się pakować w wieloletni kredyt uznaliśmy, że ta forma mieszkania będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. Udało nam się dostać mieszkanie w pięknej, zacisznej okolicy i za dokładnie taką kwotę, jaka widniała na naszym koncie oszczędnościowym – resztę dołożyli rodzice i dziadkowie!

Takich przykładów na swojej małżeńskiej drodze mamy jeszcze wiele. Staramy się ufać Panu Bogu, a On nigdy o nas nie zapomina.